Dodatek specjalny
WP Dodatek specjalny
Partner dodatku
Początek lat 90. Na terenie Puszczy Noteckiej dochodzi do zaginięcia dwóch studentek. Poszukiwania, początkowo w okolicznych lasach, a później w całym kraju i za granicą, nie przynoszą rezultatów. Atrakcyjne dwudziestolatki przepadają bez śladu. Nie dają znaku życia, nie ma ciał. Sprawę pomaga rozwiązać… policyjna plotka.

Puszcza Notecka. Największy las w Polsce. Łącznie około 100-kilometrowy obszar między Wartą a Notecią. Wysokie na 20 metrów wydmy tworzą labirynty pagórków i kotlin, a między wzniesieniami ukryte są jeziora i torfowiska. Pełno tu opuszczonych domów i starych cmentarzy.
To także jeden z najrzadziej zaludnionych obszarów w kraju, wciąż nieodkryty dla masowej turystyki.
Na południowym skraju puszczy leży osada Zwierzyniec. Kilka domów, 30 mieszkańców, stadnina koni, staw i sosnowy las aż po horyzont. Do najbliższego przystanku autobusowego trzeba iść 5 km.

20-letnia Hania spędza tu niemal każdy weekend. Poznanianka i słuchaczka studium pielęgniarskiego. Kocha konie. Podróż autobusem ze stolicy Wielkopolski do stadniny zajmuje jej dwie godziny. Mimo to jest częstym gościem. Pokój wynajmuje od "Marysia", 23-letniego Mariana, miejscowego drwala.

W piątek 12 marca 1993 r. do Zwierzyńca rusza z przyjaciółką Iwoną, mieszkanką Lęborka, którą poznała na zajęciach z pielęgniarstwa. To miał być zwyczajny weekend w siodle. Dziewczyny planowały wrócić do Poznania w niedzielę wieczorem.

Źródło: Shutterstock.com

210 mln zł nagrody
Gdy o umówionej porze Hania nie wraca, rodzice zaczynają się niepokoić. Może dziewczyny spóźniły się na autobus? A może zatrzymała je zła pogoda? Zadzwonić nie mogą, na początku lat 90. na telefony komórkowe stać jedynie najbogatszych. Uspokaja ich myśl, że dziewczyny pojawią się na poniedziałkowych zajęciach. Dotychczas starały się nie opuścić nawet godziny.
Tak się jednak nie dzieje. Po południu ojciec Hani rusza do Zwierzyńca, a gdy na miejscu nie znajduje córki, zawiadamia policję o jej zaginięciu. To samo robią rodzice Iwony.

Policja przepytuje gospodarza, u którego zatrzymały się dziewczyny, a ten zeznaje, że w feralną sobotę biesiadował z bratem Józefem i wujem Henrykiem. Po powrocie ze stadniny dołączyły do nich Hania i Iwona. W pewnym momencie doszło do sprzeczki, po której Marian kazał dziewczynom "wynosić się ze swojego domu". Obrażone studentki miały się spakować i wyjść.
Dokąd jednak miałyby pójść? Jest środek nocy, tuż za domem Mariana zaczyna się puszcza. W pobliżu nie ma pensjonatu, w którym mogłyby spędzić noc. Do stadniny mają 4 km lasem. Zeznania Mariana zgodnie potwierdzają jego brat i wuj.

Ruszają policyjne poszukiwania. Znane są przypadki, gdy ludzie za bardzo zagłębiają się w las i nie potrafią odnaleźć drogi powrotnej. Poza policjantami, dziewczyn szukają wojskowi, leśnicy, płetwonurkowie, mieszkańcy wsi, a także przyjaciele i znajomi studentek. Okoliczne lasy, łąki, jeziora i stawy przeczesuje jednocześnie nawet kilkaset osób. W akcji biorą udział psy szkolone do wykrywania ludzkich zwłok. Policja używa też helikopterów z kamerami termowizyjnymi. Wszystko na próżno.

Komendant Wojewódzki Policji w Gorzowie Wielkopolskim wyznacza nagrodę w wysokości ówczesnych 200 mln zł (dziś byłoby to 20 tys. zł) za wskazanie miejsca pobytu studentek lub ukrycia zwłok. Kolejne 10 mln dorzucają rodzice Iwony. Sprawa pojawia się w popularnym "Magazynie Kryminalnym 997" w TVP2.

Źródło: Shutterstock.com

Nie ma ciał, nie ma zbrodni
Specjalna grupa dochodzeniowo-śledcza przyjmuje różne scenariusze i sprawdza każde zgłoszenie. Ktoś widział Hanię i Iwonę w autobusie w Niemczech. Ktoś inny miał je spotkać na lotnisku we Frankfurcie. Pojawia się też hipoteza, że dziewczyny wyjechały z poznanymi w stadninie Niemcami do Berlina. W sprawę włącza się straż graniczna i niemiecka policja.
Wszystkie tropy okazują się fałszywe. Paszporty dziewczyn leżą w ich domach. Nielegalne przekroczenie granicy jest mało prawdopodobne.
Zdesperowani rodzice proszą o pomoc znanego jasnowidza. Ten twierdzi, że co najmniej jedna z dziewczyn została uduszona, a ciała obu znajdują się blisko miejsca zbrodni. Ale konkretnego miejsca nie wskazuje.
Policja wraca do domu drwala i dokładnie go przeszukuje. Funkcjonariusze znajdują torbę podróżną jednej ze studentek. Dodatkowo na drzwiach w pokoju kominkowym dostrzegają krople krwi, a na podłodze większą plamę. Gospodarz tłumaczy, że to krew kury lub kaczki, które regularnie zabija na rosół, a o torbie zdenerwowane dziewczyny zapomniały.

W pokoju obok policjanci znajdują krew także na pościeli i śpiworze. Do laboratorium wysyłają również próbki tłuszczu z podłogi koło kominka.
W pewnym momencie policja otrzymuje też list: "Iwona i Hania są całe i zdrowe. Wyjechały, ale wkrótce się odezwą. Przesyłają serdeczne pozdrowienia” oraz pocztówki od dziewczyn. Biegli z laboratorium kryminalistycznego porównują próbki pisma z tymi, które zabezpieczyli w zeszytach obu studentek. Badania grafologicznie są jednoznaczne: dziewczyny nie napisały tych kartek.
Ale to wciąż za mało, by przedstawić zarzuty drwalowi. Nie ma ciał, nie ma zbrodni. W grudniu 1993 r. prokuratura umarza śledztwo.

Łapę ma jak niedźwiedź…
Rodzice dziewczyn nie dają za wygraną i składają zażalenie na decyzję prokuratora. Kilka tygodni później policjanci dostają wyniki badań z Akademii Medycznej we Wrocławiu. Oddane do analizy próbki zawierają ludzką krew. Sprawa zostaje wznowiona pod nowym kierownictwem.
Policjanci raz jeszcze przesłuchują Mariana i jego współtowarzyszy, Józefa i Henryka, tym razem z użyciem wariografu. Biegli nie mają wątpliwości: mężczyźni nie mówią prawdy. Twardo jednak obstają przy swojej wersji zdarzeń.

To wtedy prokuratura decyduje się na niecodzienny krok. Funkcjonariusze rozpuszczają w Zwierzyńcu plotkę, że mają nowe dowody, znają nazwiska sprawców, a ich zatrzymanie jest tylko kwestią czasu. Funkcjonariusze liczą, że komuś w tej sprawie puszczą nerwy. I nie mylą się.
Presji nie wytrzymuje Henryk. Mężczyzna prosi sąsiada, by ten, gdy przyjdzie do niego policja, dostarczył mu alibi na czas zdarzenia. Z późniejszych zeznań wynika, że w trakcie mocno zakrapianej imprezy Henryk zasnął. Przez sen słyszał jednak krzyki…
Znajomy o wizycie Henryka zawiadamia policję. Funkcjonariusze zatrzymują go za nakłanianie do składania fałszywych zeznań. Ten w końcu pęka: "Całe zło przez wódkę się stało (...) (Iwona) miała dość podpitego amanta… Wyciągnęła gaz, bo nie mogła sobie z nim poradzić. No to Marian ją uderzył, a łapę to on ma jak niedźwiedź!".

Makabryczne znalezisko
Policja zatrzymuje Mariana i Józefa. Ci jednak nadal idą w zaparte: twierdzą, że nie wiedzą, co stało się z dziewczynami. Prokuratura ma jednak zeznania Henryka, w których ten twierdzi, że ciał trzeba szukać na pobliskich łąkach. Policja raz jeszcze przeszukuje teren. Decyduje się także na wypompowanie wody z pobliskiego stawu. Tam znajduje fragmenty ludzkich kości.

Źródło: Shutterstock.com

To wtedy Marian się załamuje. Podczas wizji lokalnej drwal opowiada, co zaszło wieczorem 13 marca. Początek zdarzeń pokrywa się z tym, co już zeznał. Dziewczyny przyłączają się do trwającej w domu imprezy. Proszą o drinka, później o drugiego. Gdy pijany Henryk znika w sąsiednim pokoju, a Hania wychodzi przed dom, Marian zaczyna się przystawiać do Iwony. Gdy staje się zbyt namolny, dziewczyna pryska mu w twarz gazem łzawiącym. To jednak nie powstrzymuje Mariana. Zadaje Iwonie mocny cios pięścią w krtań. Upadając dziewczyna uderza głową o kant kominka. Traci przytomność, a Marian z bratem przenoszą ją do sąsiedniego pokoju. Gdy Hania wraca do domu, Marian rzuca się także na nią. Bracia mordują obie dziewczyny, a ciała wrzucają do kominka. Przez dwa kolejne dni szczątki studentek Marian pali jeszcze w ognisku za chlewem, a popiół rozrzuca na polu. Pozostałe fragmenty kości wrzuca do stawu i pobliskiego rowu melioracyjnego.

Najwyższy wymiar kary
W styczniu 1996 r. Sąd Wojewódzki w Gorzowie Wielkopolskim skazał Mariana S. na 25 lat więzienia. Józef S. trafił za kratki na 15 lat, a Henryk P. za nakłanianie do fałszywych zeznań i zacieranie śladów zbrodni dostał dwa lata w zawieszeniu na pięć lat. To było największe i najdroższe śledztwo w historii gorzowskiej policji.

Niewiele brakowało, by ta sprawa trafiła na półkę z niewyjaśnionymi zbrodniami. Przez długi czas policjanci nie mogli trafić na żaden trop, niedokładnie przeszukali dom drwala, błędnie założyli, że ciał nie da się spalić w kominku.

ARCHIWISTA

Więcej zagadek kryminalnych można znaleźć w najnowszym serialu TVP "Archiwista". Każdy z odcinków poświęcony jest innej sprawie, a scenariusz oparto na prawdziwych, niewyjaśnionych zbrodniach z przeszłości. Nad rozwiązaniem zagadek pracuje nietypowy duet – policyjny archiwista, Henryk Mikos (w tej roli Henryk Talar), oraz młoda, ambitna policjantka, Zuzanna Wasiluk (Paulina Gałązka). Kolejne odcinki w każdy piątek o godzinie 21:30 w TVP1 i na TVP VOD.

atten

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

close